Blog

Czego nie robi fundusz venture capital?

05.10.2018

Styk nauki z biznesem często rodzi stereotypy: „oderwanego od rzeczywistości naukowca” i „chciwego, niedouczonego biznesmena, który nie rozumie przedstawianych mu pomysłów, a w szczególności nie dostrzega ich oczywistej genialności”. Ich przyczyną są po części problemy komunikacyjne, w szczególności dotyczące celów i ról obu stron w trakcie współpracy.

Jeśli naukowiec mówi „chciałbym zarobić na swoim wynalazku”, to najczęściej ma na myśli jedną z dwóch rzeczy:

– „wymyśliłem ten wynalazek i chciałbym go sprzedawać ludziom” lub

– „wymyśliłem ten wynalazek i chciałbym, żeby ktoś mi za to wymyślenie zapłacił”.

Częsty problem komunikacyjny polega na tym, że naukowiec ma na myśli to drugie, podczas gdy inwestor (na przykład z funduszu venture capital) zakłada, że naukowiec ma na myśli to pierwsze. To, co naukowiec chce zrobić w pierwszym przypadku, to założenie spółki, której działalność będzie polegała na dostarczaniu klientom dóbr lub usług opartych na wykorzystaniu opracowanej technologii, natomiast to co chce zrobić w drugim, to sprzedaż lub licencjonowanie tej technologii. Istotne jest przemyślenie tej kwestii i określenie swoich zamiarów, ponieważ ta decyzja implikuje to, jakich korzyści możemy się spodziewać, jaki będzie niezbędny stopień naszego zaangażowania oraz komu powinniśmy nasz pomysł przedstawić.

Wybór pierwszej drogi, czyli założenie przedsiębiorstwa na podstawie swojego wynalazku, ma szereg zalet, z których na pewno nie najmniej istotną jest możliwość stworzenia zyskownego biznesu. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że sprzedaż licencji przynosi z zasady mniejsze zyski niż jej samodzielna komercjalizacja, ponieważ kupujący technologię zawsze nabędzie ją po cenie niższej niż spodziewane zyski z jej użycia. Jeśli pomysłodawca zdecyduje się samodzielnie wprowadzić technologię na rynek, to siłą rzeczy wprowadzi w niej daleko idące usprawnienia . W trakcie wdrożenia rynkowego technologia stanie się dużo bardziej dojrzała, bowiem jej rozwój oparty będzie na reakcjach prawdziwych klientów.  Zwiększa to wartość rozwiązania technologicznego, gdyby w przyszłości autor chciał je sprzedać. Wartość “gołego pomysłu” jest niższa niż wartość tego samego pomysłu, który przeszedł już pomyślnie test zderzenia z realiami rynku.

Sprzedaż technologii również ma pewne zalety. Jedną z nich jest przerzucenie na kupującego niepewności i ryzyka związanego z jej przyszłymi wynikami rynkowymi. Poza tym poziom zaangażowania wynalazcy w projekt komercjalizacji, nakład czasu i pracy wymaganej w procesie wprowadzania technologii na rynek zawsze jest niebagatelny. Może oznaczać nawet konieczność rezygnacji z pracy naukowej i pełnego zaangażowania zawodowego w prowadzenie przedsiębiorstwa. Na pewno nie każdy naukowiec ma chęć na zmianę ścieżki kariery, niekoniecznie ma też do tego predyspozycje. Sprzedaż lub licencjonowanie technologii zdecydowanie zmniejsza konieczność osobistego zaangażowania wynalazcy w projekt komercjalizacji.

To, czym fundusz venture capital zdecydowanie się nie zajmuje, to druga z wyżej opisanych dróg komercjalizacji. Jeśli pomysłodawca przychodzi do funduszu z nastawieniem: “opracowałem mój wynalazek, a teraz wy zróbcie z niego biznes” to srodze się zawiedzie. Działalność funduszu zdecydowanie dotyczy pomysłodawców, którzy wybrali pierwszą drogę – samodzielnego rozwijania projektu. Koncepcja “smart money” podkreśla znaczenie zestawu dodatkowych zasobów i umiejętności, które dobry inwestor przynosi do spółki oprócz pieniędzy. Jedną z nich jest doświadczenie biznesowe. Jednak rada i pomoc, jakiej inwestor udziela przedsiębiorcy w kwestiach finansowych, prawnych, strategicznych czy nadzorczych nie powinna być utożsamiana z wyręczaniem go z obowiązków zarządczych. Naukowcy bez zbyt wielkiego talentu do rozwijania biznesu niekoniecznie jednak stoją na straconej pozycji. Swoje braki mogą kompensować właściwie dobierając wspólnika lub wspólników. Legendarne tandemy, jak Wozniak i Jobs czy Hewlett i Packard, doskonale ilustrują ideę dobierania się wspólników o uzupełniających się kompetencjach. Dobry fundusz venture capital czasami jest w stanie pomóc pomysłodawcy nawet w tym zadaniu. Na pewno jednak nie zajmie się samodzielnie komercjalizacją projektu.

Przed wynalazcą, który zdecydowanie nie zamierza brać osobistego udziału w budowaniu biznesu na podstawie swojego wynalazku, stoi szereg możliwości jego komercyjnego wykorzystania. Może sprzedać prawa własności intelektualnej, otrzymując za nie jednorazową płatność. Może również aktywnie rozporządzać swoją własnością intelektualną, udzielając na jej wykorzystanie licencji. Odpowiednio budując umowy licencyjne może czerpać korzyści finansowe ze swojego wynalazku nie tracąc praw własności do niego. Jednak w  takiej sytuacji właściwszym niż fundusz venture capital partnerem dla naukowca będzie centrum transferu technologii.